O AUTORCE

Miło mi, że jesteś tu gościem!

To ja, Marta Gwiazda. Z zawodu jestem architektem wnętrz, a prywatnie Mamą trójki wspaniałych dzieciaków, szczęśliwą żoną  i zakochaną w świecie osobą, która szuka piękna i stara się je łapać na dłużej w formie sztuki.

Opowiem Wam trochę więcej o tym jak doszłam do momentu, w którym odważyłam się założyć swoją własną firmę i poświęcić ilustracji!

Jeden z najtrudniejszych wyborów jakich musiałam dokonać w moim życiu to był wybór kierunku studiów na Akademii Sztuk Pięknych w Warszawie. Długie miesiące zajęło mi rozmyślanie o tym, czy bardziej ciągnie mnie w kierunku Wydziału Malarstwa, czy też Architektury Wnętrz. Od najmłodszych lat towarzyszyła mi sztuka, gdyż wychowywałam się w domu, w którym moi rodzice prowadzili pracownię malarstwa artystycznego. Uwielbiałam przyglądać się jak tworzą, a także buszować wśród słoików pełnych pędzli, ołówków i wielkich pudeł wypełnionych farbami. Rodzice pozwalali mi bez ograniczeń rozwijać swoje artystyczne pasje. Tato, który skończył Architekturę na Politechnice Warszawskiej dał mi ogromną wiedzę dotyczącą rysunku, często sadzał mnie z zestawem ołówków i pięknymi papierami, ustawiał jakąś martwą naturę do naszkicowania, a potem rozmawialiśmy o tym, co udało mi się odzwierciedlić prawidłowo, a gdzie zrobiłam błędy. Czułam się już wtedy  jakbym była studentką jakiegoś artystycznego wydziału. Uwielbiałam przyglądać się temu, jak moja mama w wielkim skupieniu, ale z ogromną swobodą i pasją przelewa na płótno pejzaże i kwiatowe kompozycje. Mama skończyła ogrodnictwo, więc z niesłychaną łatwością oddaje charakter i urok natury. Opowiadała mi z cierpliwością jak światło układa się na płatkach, a jak na łodydze, jak w malarstwie oddać chropowatość, mięsistość, jak odzwierciedlać 1:1, a jak w każde pociągnięcie pędzla tchnąć swoje własne emocje.

Ostatecznie wybrałam Architekturę Wnętrz i dziś nie żałuję tego wyboru. Ten kierunek bardzo rozszerzył moje patrzenie na przestrzeń, kompozycję i rolę materiału w projektowaniu. Moja przygoda z projektowaniem wnętrz trwała kilka lat, miałam możliwość pracować w biurze projektowym, ale większość moich zleceń, to były współprace indywidualne. Z czasem w moim życiu pojawiła się trójka moich wspaniałych dzieci, a także przygoda z wyjazdem na 5 lat do Szwajcarii. Te zmienne spowodowały, że stopniowo odchodziłam od projektowania, a wracałam do tej mojej pierwszej pasji, jaką było malarstwo. Projektowanie wnętrz wymagało ode mnie dużej dyspozycyjności i skupienia, co ciężko było mi osiągnąć przy malutkich dzieciach. Czułam też, że nie do końca jestem w stanie się wyrazić i rozszaleć we wnętrzach, gdyż niesłychanie silny był element oczekiwań klienta, ostatecznie ta przestrzeń miała być skrojona na jego potrzeby. Ludzie jednak wciąż są bardzo zachowawczy w projektowaniu, unikają nietuzinkowych pomysłów i oryginalnych rozwiązań, zazwyczaj chcą tak jak w gazecie wnętrzarskiej, albo jak u sąsiada. Czułam z roku na rok, że kręcę się w kółko i brakowało mi swobody projektowej. Odnajdowałam natomiast swobodę twórczą, spędzając kreatywnie czas z moimi dziećmi. Działałam trochę w rękodziele i w DiY, stworzyłam nawet swój pierwszy blog http://starsinspirations.blogspot.com/ , na którym puszczałam moje projekty w świat, a pozytywny feedback, który otrzymywałam przekroczył moje najśmielsze oczekiwania. Wciąż jednak czułam, że potrzebuję rozszaleć się artystycznie, znaleźć przestrzeń do wrażania się.

Wróciłam do kraju i założyłam swoją własną firmę /! Małymi kroczkami wracałam do świata malarstwa, rysunku i ilustracji. Najwięcej tworzyłam zamówień indywidualnych. Uwielbiam ten moment poznawania swojego klienta, albo osoby dla której zamawia ilustrację. Taki „wywiad”, łapanie charakteru osoby, rodziny, miejsca, okazji… Zawsze robię dużo notatek, zapisków, zbieram różne inspiracje, robię taki mood board w formie folderów wypełnionych zdjęciami, dziełami sztuki, kolorami i materiałami, które mogą coś wnieść do projektu. Tworzę pierwsze szkice, szukam idealnej kompozycji, formy i techniki. Zazwyczaj po tym etapie włączam kolor i wtedy dla mnie dzieje się magia. Serio, uwielbiam ten moment, kiedy tylko i wyłącznie ode mnie zależy co się za chwilę wydarzy i jaki będzie efekt końcowy. Zawsze biorę pod uwagę wytyczne zamawiającego i one stają się punktem wyjścia, ale jeśli chodzi o to co wydarza się dalej, to do tej pory mam ogromne szczęście malować dla ludzi, którzy mi ufają i pozwalają mi działać swobodnie.  Potem przychodzi moment stresu, gdy wysyłam do korekty efekt końcowy i czekam z niecierpliwością na reakcję. Zazwyczaj w tym momencie dostaję wiadomości, które rozlewają ciepło w moim sercu i są największym motorem do robienia dalej tego, co kocham. A kocham tworzyć, kreować, łapać rzeczywistość różnymi technikami i starać się ją po swojemu zapisać na dłużej. Złapać ulotne chwile i dać im kolejne życie. Zapisać kreską na arkuszach wspomnienia, pasje, natchnienia, tęsknoty… wszystkie te piękne historie, z którymi zgłaszają się do mnie ludzie chcąc ubrać je w moją kreskę, a może raczej plamę.

W swojej firmie odważyłam się też powielić część moich ilustracji w formie drukowanych plakatów, kartek i naklejek. Zauważyłam, że te projekty cieszą się również sporym zainteresowaniem. Dzięki tym drukom odważyłam się wziąć udział w kilku imprezach artystycznych i poznać bezpośrednio osoby zainteresowane moją ilustracją. Było to niesamowite doświadczenie i ogromnie czekam na moment, w którym znów będzie można spotkać się w ten sposób.

Cudowne jest również to, że coraz więcej osób docenia tę moją formę wyrazu i pragnie ją przełożyć na rynek komercyjny. Wypełnić taką spersonalizowaną, ręcznie tworzoną grafiką na przykład elementy identyfikacji wizualnej. Dzięki temu mogę swoich sił próbować również w takich niestandardowych przestrzeniach. Projektując loga, bannery, motywy na tkaniny, naklejki czy tworząc grafiki do mediów społecznościowych. To jest piękne, gdy ludzie otwierają się na oryginalne rozwiązania i szukają nowych form wyrazu. Mam nadzieję, że jeszcze wiele wyjątkowych projektów przede mną.